Interwencje
INTERWENCJA NA UL. KONARZEWSKIEJ W KROTOSZYNIE - 18.04.2012
UWAGA DRASTYCZNE ZDJĘCIA !!!
Środa, 18 kwietnia 2012r., godzina 19:30 do Zarządu krotoszyńskiego oddziału Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami dzwoni telefon. Pan z Powiatowego Centrum Zarządzania Kryzysowego powiadamia o psie, który leży przy drodze na ulicy Konarzewskiej w Krotoszynie. Wcześniej dzwonił do Straży Miejskiej, do naczelnika wydziału w urzędzie miejskim odpowiedzialnego za określenie procedur postępowania w takich przypadkach. Wszyscy umywają ręce… i naczelnik … i straż miejska, która ma przecież pistolet do czasowego usypiania zwierząt i chwali się nim w gazetach.
Jak do tej pory brakuje w Krotoszynie zastosowania się do przepisu 11a pkt. 8 Ustawy o Ochronie Zwierząt z 21 sierpnia 1997r., który nakłada na Gminę obowiązek zapewnienia całodobowej opieki weterynaryjnej w przypadku zdarzeń drogowych z udziałem zwierząt.
Jeszcze tego samego dnia rano Towarzystwo złożyło w Urzędzie Miejskim pismo z prośbą o ustalenie procedur i wskazanie weterynarza, który będzie interweniował w takich przypadkach a już wieczorem kolejny pies cierpi przez urzędniczą opieszałość a członkowie Zarządu Towarzystwa w ramach wolontariatu, prywatnymi samochodami udzielają pomocy i wykonują pracę za urzędników.
Sytuacja psa okazuje się makabryczna. Psiak został przejechany przez pociąg, ma urwane dwie przednie łapy i ucho, w miejscu łap wystają dwa, białe kikuty. Pies jest PRZYTOMNY, chyba bardziej od wszystkich, którzy wokół niego stoją !!!! A jest tam już patrol policji i pan z kolei. Pies nie piszczy, ale nie pozwala się dotknąć, cierpi niewyobrażalnie. Leży, przylegając plecami do torów. W międzyczasie przejeżdża pociąg, który jest zwalniany przez dróżnika kolei. Dobrze, że pociąg jest wysoki, bo inny zahaczyłby o leżącego psa. Towarzystwo wzywa na miejsce weterynarza, który o godzinie 20:20 usypia psa.
Zgłoszenie o przejechanym psie dotarło na policję już w granicach godzin południowych, policja jedzie na miejsce i nie znajduje psa. A pies się przecież nie przemieszcza bez łap! O psie wie też straż pożarna. Czyli o wypadku wiedziały 4 instytucje! Kompletnie niezrozumiałe jest dlaczego pies leży przy torach 8 godzin, a może i dłużej i NIKT wcześniej nie udziela mu pomocy pozwalając psu cierpieć!!!!!!! Dlaczego procedury urzędnicze ograniczają ludzką wrażliwość, trzeba było TYLKO zadzwonić po weterynarza. Dlaczego brakuje racjonalnego myślenia i postępowania? Czy ludzie są już tak zapatrzeni w siebie, że życie i cierpienie innych istot staje się mniej ważne?
Psiak zostaje przewieziony do schroniskowej chłodni. Zdjęcia zrobione są na drugi dzień.





INTERWENCJA NA DZIAŁKACH W KROTOSZYNIE - 14.12.2011
W grudniu została przeprowadzona interwencja na działkach w Krotoszynie. Dostaliśmy zgłoszenie, że w jednej z altanek działkowych jest przetrzymywany pies. Na miejsce została wezwana też Straż Miejska.
Widok przerósł nasze najgorsze oczekiwania. Za szczelnie zamkniętymi drzwiami do wnętrza altanki znajdowała się maleńka suczka na niespełna metrowym łańcuchu! Suczka spała na ziemi we własnych odchodach, nie miała nawet miski z wodą.
Właściciel tłumaczył się, że znalazł psa na działkach więc „zlitował się” i go przygarnął. Sunia spędziła na tym łańcuchu 2 lata !!!!! Właściciel został ukarany mandatem.




INTERWENCJA W OKOLICZNEJ WIOSCE – SIERPIEŃ 2011
Otrzymaliśmy anonimowe zgłoszenie, że na terenie jednej z posesji znajduje się zagłodzony pies przypięty łańcuchem do budy. Na miejscu zastaliśmy skrajnie wyczerpaną suczkę, bez jedzenia i wody. Okazało się, że suczka została podarowana obecnemu właścicielowi przez sąsiadów. Rozmnażali oni boksery a suczka pochodziła z przypadkowego miotu. Nawet ucięli jej ogon z nadzieją, że da się ją jeszcze sprzedać jako boksera. Nie dało się, więc wcisnęli psa sąsiadowi i spokojnie patrzyli przez płot, jak pies umiera z głodu.
Pies został odebrany w asyście policji.





INTERWENCJA W OKOLICZNEJ WIOSCE – 11.05.2011
W dniu 11 maja dostaliśmy zgłoszenie, że w okolicznej wiosce, w skandalicznych warunkach jest trzymany pies. Widok na miejscu był przerażający. Psiak był potwornie zaniedbany, z potężnymi dredami, które ledwo był w stanie udźwignąć. Pies prawie całe życie był przywiązany do budy łańcuchem, mógł pobiegać jedynie jak udało mu się zerwać łańcuch (jak miał szczęście to dwa razy do roku).
Długotrwałe trzymanie na uwięzi i złe samopoczucie spowodowane ciężarem dredów, odparzeniami i insektami było przyczyną agresji psa. Zabranie do schroniska odbyło się po interwencji weterynarza i podaniu środków usypiających.
W schronisku został ogolony do samej skóry. Dla psa to był ogromny szok, obudzić się w całkiem nieznanym miejscu, wśród szczekających psów.
Maczo do dzisiaj czuje się niepewnie przy człowieku, boi się łopaty, miotły. Widać, że był straszony i bity. Nie lubi głaskania. W stosunku do psów jest bardzo przyjacielski, akceptuje wszystkie. Więcej o psiaku w dziale – Psy do adopcji.











24.07.2011 - Maczo w schronisku


INTERWENCJA W KROTOSZYNIE – 25.03.2011
W dniu 25.03.2011 r. członkowie Zarządu Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, Oddział w Krotoszynie zostali poinformowani, że na jednej z posesji w Krotoszynie znajduje się 5 psów porzuconych przez poprzedniego właściciela terenu.
W małym kojcu znajdował się pies w typie owczarka kaukaskiego. Pies nie miał dostępu do wody, zachowywał się agresywnie. W pomieszczeniu zamkniętym na kłódkę znajdowały się dwa psy w typie owczarków podhalańskich. Psy były przetrzymywane w stanie rażącego niechlujstwa oraz trzymane na uwięzi, która nie zapewnia niezbędnego ruchu. Zwierzęta nie miały dostępu do wody i jedzenia. Pomieszczenie od bardzo długiego czasu nie było sprzątane. Psy były zmuszone do siedzenia we własnych odchodach co spowodowało odparzenia na skórze. Psy zostały wyciągnięte przez okno pomieszczenia.
Pozostałe dwa psy – mieszańce znajdowały się w kojcu na zewnątrz. Kojec miał tylko jedną budę, w której oba nie zdołały się pomieścić. Starsza suczka, ok. 10-letnia była w zaawansowanej ciąży, co zważywszy na wiek psa, zagrażało jej życiu. Również te psy były pozbawione dostępu do wody i jedzenia.
Z relacji nowego właściciela posesji, poprzedni właściciel nie interesował się losem psów i pomimo zobowiązania się do zabranie zwierząt z posesji, nie uczynił tego.
Psy zostały przewiezione do schroniska. Cały czas toczy się proces w sądzie z właścicielem zwierząt.









Otrzymaliśmy anonimowe zgłoszenie o dwóch psach trzymanych na uwięzi w tragicznych warunkach. Na miejscu okazało się, że psiaki są przypięte ciężkimi łańcuchami do bud, nie miały też obroży. Mniejszy pies wokół szyi miał zawiązaną dętkę rowerową przez którą przełożony byłłańcuch. Pies pod wpływem ciężaru był cały czas zgarbiony. Psy miały ustawione dwie, rozwalające się budy nie przystosowane do rozmiarów psów, co uniemożliwiało swobodne wchodzenie do środka. Psy były przetrzymywane bez wody, a w dwóch pojemnikach była karma w postaci zmielonej słomy z ziarnami.
Bokser był w stanie skrajnego zaniedbania, zapchlony, ze zmianami na skórze i widocznymi objawami przeziębienia. Wymagał szybkiej interwencji weterynarza. Drugi - mieszaniec w trochę lepszym stanie, ale bardzo wychudzony z wadą postawy wynikającą z ciężaru łańcucha. Oba psy były odwodnione.
Właściciel posesji był nietrzeźwy, zachowywał się wulgarnie, nie był zainteresowany stanem swoich zwierząt. Krotoszyński TOZ wezwał na miejsce policję i w asyście dwóch funkcjonariuszy psiaki zostały tymczasowo odebrane.
Właściciel miał wyznaczony miesiąc czasu na poprawienie warunków, czego nie zrobił. Psy zostały wydane do nowych domów.









Dostaliśmy zgłoszenie, że w Wyrębinie, w opuszczonym gospodarstwie koczuje 7 dziko żyjących psów pozbawionych jedzenia. Pojechaliśmy na miejsce razem z jarocińskim oddziałem Fundacji EMIR. Widok gospodarstwa, w którym jeszcze tydzień wcześniej mieszkał człowiek, dosłownie zwalił nas z nóg. Zastaliśmy kompletną ruinę, w maleńkim chlewiku były jeszcze zwierzęta gospodarskie, które dokarmiał sołtys. Właściciel zwierząt przebywał w szpitalu. Po terenie posesji biegało kilka psów, z relacji sołtysa było ich 7. Udało się nam złapać dwie dorosłe suczki i 4 kompletnie dzikie szczeniaki. Szczeniaki zabrała fundacja Emir a dwie suczki trafiły do krotoszyńskiego oddziału TOZ.












Otrzymaliśmy anonimowy telefon o psach przetrzymywanych w złych warunkach. Po dotarciu na miejsce zastaliśmy dwa psiaki, jeden w kojcu, drugi przypięty łańcuchem do budy. Psy bez wody, otoczenie od dawna nie sprzątane. Duży psiak w typie owczarka miał na szyi ciężki łańcuch. Po rozmowie z właścicielami, zobowiązali się oni do poprawy warunków i zapewnienia psom dostępu do świeżej wody i regularnego karmienia. W trakcie kontroli przeprowadzonej po tygodniu stwierdziliśmy znaczną poprawę sytuacji psów :)


