Odwiedzin: 8020 osób.



Użytkownik niezalogowany.
Zaloguj się


Promowane ADOPCJE:

Till (piesek)


Tawi (piesek)


Riko (piesek)






stat4u

Metamorfozy IV



NELKA - RAWICZ








FIGA pojechała do PORĘBY (niedaleko Katowic)






JEŻYNKA - STANIEW






NIKI (teraz LUNA) - WARSZAWA








FRANIA - WARSZAWA







a tu po sterylizacji


NASZA CUDNA BUBA - 04.2012

Buba ma się bardzo dobrze. Jest wesoła i biega jak źrebak. Nadal chodzi za mną wszędzie, ale już nie podrywa się jak chodzę po pokoju. Śpi w łóżku i siedzi na fotelu - zresztą jak pozostałe (trochę to niewychowawcze....ale miłe). Jest świetnym stróżem.
Dobrze trzyma się na spacerach po polach, nie odbiega daleko. Ostatnio chciała zaaportować mi kaczkę, która chodziła samopas po wsi (wyszarpnęła się z obroży - w końcu to prawie wyżeł...hi, hi). Miłości i przytulania jej nie brakuje. Pozdrawiam wszystkich. M.K.
Zapomniałam dodać że zawsze jak coś wsadzę w ogródku to Buba chodzi za mną i wykopuje....ma szczęście że trafiła na taką wariatkę jak ja!




BAJKA POZDRAWIA Z RZESZOWA










 

SARA i MYSZA mieszkają w Mosinie, tu na wycieczce w górach












JEŻYK (teraz FRODO) - RAWICZ








MAFI - KROTOSZYN








PREZES (obecnie MENTOS)- BIELSKO-BIAŁA




KAMA - CICHA GÓRA :)

Przesyłam obiecane zdjęcia Kamy. Nie są udane - ale zrobienie Kamie zdjęcia jest możliwe tylko w dwóch sytuacjach; jak baaaardzo głęboko śpi i jest wyjątkowo zmęczona lub gdy przypadkowo ma się aparat akurat w ręce. W każdym innym przypadku kiedy idziemy po aparat Kama biegnie za nami i jest zbyt ruchliwa żeby uchwycić ją na zdjęciu. Kama doskonale dogaduję się z psami i kotami, chociaż bardzo pilnuje hierarchii w stadzie - koty są zdecydowanie na końcu łańcucha. Natomiast konie uznała za zdecydowanie wrogi gatunek - i z niewielkim dotąd skutkiem próbuje je odgonić. Jest grzeczna, nie brudzi w domu, bardzo szybko się uczy - za wyjątkiem spania w łóżku - ale tu trochę udaje, że zapomniała, że to nie jest jej legowisko i tak przypadkiem tu przysnęła korzystając z naszej nieuwagi. Nie jest wybredna, ale też jedzenie nie wywołuje u niej przesadnej radości. Jest wyjątkowo czujna, każdy szmer uznaje za niepokojący sygnał i przybiega nas ostrzec - zazwyczaj o tym, że kot zmienił fotel na którym sypia. Na spacery chodzi zupełnie luzem - wraca na zawołanie i sama pilnuje odległości od nas, nawet nie przesadnie wygórowanej. Lubi przebywać na dworze, często chce wychodzić na dwór albo posiedzieć na podwórku - przemieszcza się wtedy bez przerwy, ale tylko przed domem i nigdzie nie oddala, pod warunkiem, że my w tym czasie grzecznie siedzimy w domu. Opcja odwrotna nie wchodzi w grę. Kama skacze na parapety i chce iść lub jechać z nami. Ja na szczęście pracuje na pół etatu, więc pies nie jest za długo sam. Zostaje albo w domu (na parapetach i tak nie zostały już całe doniczki) albo w kojcu z reszta naszych czworonogów. Dla Kamy nie ma płotu nie do pokonania - rozgryza siatkę, wpycha się w szpary - próbuje biec za samochodem. Mamy nadzieję, że jak trochę bardziej nam zaufa, to uwierzy za zawsze ktoś wróci i nie trzeba urządzać tak dramatycznych pościgów. Kama uwielbia jazdę samochodem - trochę marudzi, że dla wszystkich trzech psów jest na tylnej kanapie mało miejsca, więc przesiada się na półkę i patrzy na resztę z góry. Jest uparta ale z umiarem, bystra, szybko się uczy, wyjątkowo zwinna i energiczna. Karmimy ja trzykrotnie przez to ciągłe kręcenie się trochę schudła. Chodzi za nami dniem i nocą, krok w krok, ale w sumie, za swojego Pana wybrała Andrzeja....... Cóż, życie nie jest sprawiedliwe - to przecież ja ją wyszukałam i wybrałam......... Pozdrawiamy z Cichej Góry- Natalia, Andrzej & company.






SZARK (obecnie NEMO)








TEDI (obecnie LACKY)

Tedi dość szybko się do nas przyzwyczaił, choć pierwszą noc spędził na nieustannym przechadzaniu się po mieszkaniu, efektem czego następny dzień przespał cały.
 
Przez pierwsze ok. dwóch tygodni był czas poznawania się oraz ustalania między nami reguł – co wolno, co można czasami, a czego kategorycznie się zabrania. I tu czekało nas ogromne zaskoczenie, ponieważ Tedi w mig pojął wszystkie reguły – nawiasem mówiąc cwana bestia z niego, bo niektóre – jak wylegiwanie się na kanapie – potrafił przeforsować na swoją korzyść.
 
Ale nie wspomniałam skąd zmiana imienia....otóż drogi nasz pies nie reagował zbytnio gdy tak do niego wołaliśmy, poza tym uznaliśmy z mężem, że zarówno dla niego jak i dla nas to nowy rozdział, wobec czego zmiana imienia to dobry pomysł. I tu pojawił się problem, bo każde z nas miało swoją wizję. Rozpoczęliśmy podawanie swoich propozycji i obserwowaliśmy reakcje psa. Poruszenie pojawiło się na imię Lacky i tak już zostało:) Z biegiem czasu myślę, że wybrał sobie trafne imię;)
 
Tak więc Lacky poznawał coraz lepiej nas, nasz tryb życia i przystosowywał się do wszystkiego bez słowa skargi :P Spacery z nim były na początku nie lada wyzwaniem,niesamowicie ciągnął i szarpał na smyczy, widać było, że potrzebuje troszkę swobody i nawet smycz o długości 5 m nie była w stanie spełnić jego oczekiwań. Po upływie ok. miesiąca Lacky dostał od nas kredyt zaufania i po raz pierwszy mógł pobiegać swobodnie. To był dla nas szok!!! Nigdy nie widziałam takiej radości u psa, biegał jak szalony z taką szybkością, że prawie nie dotykał podłoża. I w sumie tak jest do tej pory. W weekend wyruszamy na pola i tam może wyhasać się do woli. W swoich wędrówkach jest bardzo niezależny i samodzielny, aż czasami przyprawia mnie to o irytację, bo kompletnie ignoruje moje nawoływania, aż nie sprawdzi każdy zakamarek i napotkaną dziurę. Choć z drugiej strony doskonale go rozumiem, każdy potrzebuje chwili swobody i wolności;)
Teraz już Lucky w pełni czuje się członkiem rodziny, wie że to jest jego dom. Jest wspaniałym podróżnikiem, jazda samochodem nie sprawia mu żadnych problemów, w domu ma swoje ulubione miejsca do spania i swoje zabawki, nie psoci pod naszą nieobecność ani nie hałasuje. Zdawałoby się ideał! No niestety tak nie jest, jedyny problem to spacery z nim, gdyż jest bardzo agresywny w stosunku do innych psów, niestety żadnemu nie odpuści. Myślę, że musi minąć trochę więcej czasu nim zobaczy, że nie ma zagrożenia ze strony innych zwierzaków, albo po prostu z tego wyrośnie. A do tego czasu niestety musi męczyć się w kagańcu.
Rozpisałam się troszkę, choć nie ukrywam, że mogłabym jeszcze.......;)
Na zakończenie powiem jeszcze, że niesamowicie się cieszymy z mężem, że Lacky jest z nami, to musiało być przeznaczenie;D po prostu mieliśmy szczęście!!!






SONIA (obecnie NIRVANA) - CHODZIEŻ

Nirvana jest naszą słodyczą. Rozkochała nas w sobie. Jest grzeczna, choć już trochę rozpuszczona ;) Bardzo pilnuje domu. Nie boi się już mężczyzn, ale chcemy pojechać do psychologa bo bardzo źle znosi rozstania. Jak wracamy do domu, długo nie może się uspokoić. Ale poza tym jest bardzo radosna. Chetnie przynosi mi swoje zabawki, lubi się bawić. Na spacery chodzimy choć szarpie strasznie i reaguje agresją na inne psy. Na zimę kupiłyśmy jej 2 kurteczki bo bardzo marzła. W domu musimy ja przykrywać lekkim kocem bo lubi ciepło. Uwielbia być głaskana, przytulana, i wszystkim wciska swoje całuski. Bardzo się cieszymy że ją mamy :)








WRONKA (WINNIE) - HOLANDIA

Boże Narodzenie.... decyzja została podjęta, tak, chce znów mieć psa. Poszłam na wcześniejszą emeryturę, będę więc miała czas dla psiaka w domu. Intensywna narada z moja rodzina, suczka czy pies, duży czy mały, szczeniak czy dorosły itd., itd. Przemyślałam sprawę dobrze i... zaczęłam szukać. Poprzez moją siostrę trafiłam na stronę Fundacji DA i tam, znów za sprawą mojej siostry, na Wronkę (Winnie). Nie, właściwie nie trafiłam na nią..., ja sie po prostu nią zachwyciłam... Jej oczy, sierść, opis, tak, wiem, trudno to opisać, ale zachwyciłam się... Przespałam noc, a następnego dnia wiedziałam już na pewno... chce bardzo adoptować Winnie. No i się zaczęło kręcić, w drugim tygodniu nowego roku zaadoptowałam psa, owszem, ale... Winnie była jeszcze w Polsce, i według planu miała przyjechać dopiero w lutym do Holandii. Kurcze, jak długo trzeba jeszcze czekać. A ja trochę niecierpliwa z tego zaciekawienia....
Na szczęście zadzwonił telefon, dzwoni Trudy: czy mogłabyś odebrać Winnie w najbliższą sobotę (22 stycznia), zwolniło sie jedno miejsce w busiku. Tak, ależ oczywiście. Zadowolona jak nie wiem co i pełna oczekiwań jadę w niedziele do Apeldoorn i... bus już był na miejscu, a Winnie juz “uwolniona” ze swojej klatki kenelowej i przekazana od razu mi. Trochę ogłupiała skakała wokół mnie i od razu poszłyśmy na krótki spacer. A potem krótkie pożegnanie i do domu... wygodnie w aucie wyglądamy przez okno. Wszystko poszło więc gładko....
Ale... następne 1,5 tygodnia było trochę mniej łatwe. Winnie dostała imię Yindie i przeszła kurs asymilacyjny. Siusiać i robić kupkę bardzo prosimy na dworze... Taaak, troszkę to trwało, zanim to pojęła :-). Nawet “przespałam” jedną noc koło niej, żeby poczuła się bezpieczniej. Może nie było to wg reguł właściwego postępowania, ale pomogło. Yindie nauczyła się mi ufać i znalazła swoje miejsce w domu. Dziękuje Trudy czyli mojej mającej doświadczenie z psami siostrze i córce, za wsparcie i porady w tym pierwszym tygodniu.
Tymczasem minęło 6 tygodni i jesteśmy bardzo zadowolone z siebie nawzajem. Każdy dzień przynosi krok do przodu, w odkrywaniu siebie, przyzwyczajaniu sie do mieszkania, do innych psów (w sąsiedztwie) i do tych wszystkich zapachów, do różnych tras spacerowych itd., itd. Moja mała dzielna polska Yindie zadziwia mnie ciągle swoimi mądrostkami i czasami kłopocikami. Moje mieszkanie juz uznała za swoje miejsce, swoja jamkę. Zostawanie w domu też nie jest problemem, kilka razy piśnie, ale potem czeka po prostu, aż wrócę, a ona dostanie swoją nagrodę za pilnowanie domu. Spacerujemy sobie pysznie 4 razy dziennie i Yindie rozumie coraz lepiej holenderskie polecenia. No chyba że do jej nosa dojdzie jakiś interesujący zapach, wtedy w tempie lotu “leci” na swoich super krótkich nóżkach gdzieś wzdłuż brzegu kanałku albo przez wysokie trawy. No to wtedy musze po prostu trochę zaczekać na nią.
Jaka ja jestem zadowolona z niej i jak dumna z nas, jest nam razem świetnie!!!!!
 
Dziękuję DA, Trudy i wszystkim, którzy przyczynili sie do przyjazdu Yindie do Holandii!!!!
 
Ucałowania od Cecile i Yindie






BUBA (obecnie DŻUMA)






TOKAJ (obecnie TORRES) - MIERZĘCIN









Schronisko Dla Bezdomnych Zwierząt w Krotoszynie - Metamorfozy IV